Jan Ziółkowski został właśnie ogłoszony nowym piłkarzem AS Roma. Tym samym Legia pozbyła się jednego z największych talentów ostatnich kilku, a może nawet kilkunastu lat. Szczególnie na jego pozycji, na której do niedawna panował raczej deficyt młodych, obiecujących graczy. Jego przygoda z Legią to już jednak przeszłość... Przeprowadzka do Rzymu jest dużym krokiem naprzód. Legia zaś zyskuje za 20-latka kwotę opiewającą na 6 milionów euro. Jan Ziółkowski zostaje szóstym Polakiem w historii rzymskiego klubu.
Jakim zawodnikiem jest Jan Ziółkowski? Jak wygląda ten transfer z perspektywy obu klubów, pomiędzy którymi doszło do transakcji, a także samego Jana Ziółkowskiego? Co oznacza on dla całej polskiej piłki? Dlaczego ten ruch jest tak wyjątkowy? Czy był on przeprowadzony dobrze? Na te i inne pytania odpowiadamy w poniższym artykule. Wszystko przy wsparciu eksperckiego komentarza Marcina Ostrowskiego, redaktora Calcio Merito, a prywatnie kibica AS Roma.
Legia traci duży talent i potencjalną górę pieniędzy
Na początku trzeba powiedzieć jedno – 6,6 milionów euro to oczywiście duże pieniądze. Z procentem z następnej sprzedaży wygląda to jeszcze lepiej. Czy jednak Legia na tym ruchu wyszła finansowo tak dobrze, jak można było oczekiwać? Tu pojawiają się już pewne wątpliwości. Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że warszawiacy mogli za swoją młodą gwiazdę wyciągnąć więcej. Nawet jeśli nie teraz, spokojnie można było poczekać do końca trwającego sezonu. A w nim Ziółkowski z pewnością odgrywałby ważną rolę – co do tego jesteśmy absolutnie przekonani.
Tym bardziej, że Edward Iordanescu stawiał w przeciwieństwie do swojego poprzednika Goncalo Feio, na młodego Polaka w praktycznie każdym meczu. Choć jego miejsce w wyjściowym składzie nie było zawsze pewne ze względu na świetny duet Kapuadi –Pankov, ten pokazał na tyle duże umiejętności, że 6,6 milionów euro nie robi aż tak dużego wrażenia. Jego sufit wydaje się wisieć znacznie wyżej – nawet na tym etapie kariery. Talent bowiem jest olbrzymi, co przyznaje każdy, kto miał do czynienia z Janem Ziółkowskim.
Tym bardziej ta kwota nie imponuje, że z PKO BP Ekstraklasy za podobne, a nawet wyższe pieniądze odchodzili piłkarze realnie słabsi, z mniejszym potencjałem sprzedażowym niż wychwalany zewsząd Jan Ziółkowski. 20-letni zawodnik z dużą liczbą minut jak na swój wiek, świetnymi warunkami fizycznymi i cechami osobowościowymi sprzyjającymi rozwojowi. Nie mamy wątpliwości – Legia mogła zyskać na nim znacznie, ale to znacznie więcej. Po kolejnym dobrym sezonie nie byłoby nawet wykluczone, że zbliżyłby się do rekordu transferowego. Dlatego rozczarowanie kibiców uległością zarządu Legii wcale nie dziwi. Miało być inaczej… po prostu.
***
Przy Ziółkowskim trudno doszukać się na tym etapie kariery wielu czerwonych flag. Nie ma przypadku w tym, że poza Romą mówiło się także o kilku innych zainteresowanych klubach z lig TOP 5. W niedalekiej przeszłości była to choćby Atalanta, a ostatnio pojawiały się doniesienia odnośnie Udinese. Traci Legia, ale i cała PKO BP Ekstraklasa, bo sprzedaż tak dużego talentu za zaledwie 6,6 milionów euro wpływa na psucie rynku. Przynajmniej przez jakiś czas zagraniczne kluby mogą traktować Polskę jako źródło tanich, utalentowanych piłkarzy. Szczególnie Legia – z której w tym okienku, za podobną kwotę, odchodzi już drugi utalentowany 20-latek (wcześniej Maxi Oyedele). A tak postrzegani być nie chcemy. Za rozwojem sportowym, który rzeczywiście w Ekstraklasie konsekwentnie następuje, powinien iść również progress ekonomiczny. A w taki sposób sobie na pewno nie pomagamy – sana sprzedaż Ziółkowskiego wygląda jak akt desperacji spowodowany łataniem budżetu. Legia mogła zawołać o niego zdecydowanie więcej.
🗣️ @golaszewski_p: Jan Ziółkowski rośnie. Pewny siebie, rozwija się, motywuje kolegów, zwraca uwagę, zna swoją wartość. Wyrasta na odkrycie sezonu.
Poznań 🆚 Warszawa ⤵️ pic.twitter.com/hKYLCdAFk6
— Meczyki.pl (@Meczykipl) April 22, 2025
Czy faktycznie Jan Ziółkowski jest aż tak dobry?
Legia traci jednak nie tylko talent i pieniądze, o których wspomnieliśmy. Przede wszystkim z klubu odchodzi jakościowy piłkarz. Ziółkowski jest bardzo, ale to bardzo dobry. Nie był co prawda wyborem numer jeden za kadencji Gonçalo Feio, natomiast nie zmienia to faktu, że mimo wszystko dostawał sporo szans. I faktycznie – Jan Ziółkowski dawał dużo, zawsze. Nieprzypadkowo w drużynie młodzieżowej Legii nie grał długo i w dość szybkim tempie awansował do pierwszego zespołu. W zasadzie od jego premierowych występów widziano w nim potencjał na naprawdę duże granie.
Ale jak gra Jan Ziółkowski? To nowoczesny obrońca – to na pewno. Świetny w odbiorze (główny atut), z dobrymi warunkami fizycznymi, a przy tym dynamiczny i coraz lepszy w podaniach do przodu, w czym znacząco się w ostatnim czasie rozwinął. Jest wysoki, gra odważnie. Tu naprawdę wszystko się zgadza – co do tego nie mamy absolutnie żadnych wątpliwości. Porównania do Deana Huijsena, który zakotwiczył w Romie, a dziś robi dużą karierę w Realu Madryt, są całkiem trafne. Z zachowaniem oczywistych proporcji obaj grają w dość podobny sposób i mogą pochwalić się niewątpliwym talentem.
Duży komplement dla Ziółkowskiego https://t.co/5C7Q3iqmc3
— Marcin Ostrowski (@m_ostrowskii) August 4, 2025
Oczywiście Ziółkowski nie jest jeszcze obrońcą kompletnym. Gdyby był, sięgnąłby po niego jeszcze lepszy klub niż Roma. A z samej Legii być może odszedłby jeszcze wcześniej – oczywiście grałby tam regularnie, a nie byłby wypierany ze składu przez Radovana Pankova. Jeśli chodzi o wady, to przy dobrych warunkach mieliśmy na myśli głównie wzrost – nie tężyznę fizyczną. Zdarzało się, że Ziółkowski trafiał na silniejszego rywala i po prostu brutalnie przegrywał pojedynki 1 na 1. Inną kwestią jest koncentracja. Ziółkowski nie jest oczywiście typem gracza, który załamuje się po błędzie i którego trzeba natychmiast zmieniać. Nie wystrzega się jednak błędów – przy swojej odważnej grze one mu się zdarzają i będą się zdarzać. A to przez systemowe niedociągnięcia, a to przez indywidualne pomyłki.
***
Nad tymi elementami musi koniecznie popracować. Serie A nie wybacza! Nawet w Europie z gorszymi klubami niż tymi, z którymi przyjdzie Ziółkowskiemu mierzyć się w Serie A, było to widać – niestety momentami nie dojeżdżał. Jednocześnie mamy duże przekonanie, że może sobie poradzić – potrzebuje jednak ogrania – a szkoła Gian Piero Gasperiniego to świetna szkoła gry w defensywie. Zobaczymy ile z tego wyciągnie.
Obawy i wątpliwości
Pytanie, czy to nie za wcześnie na transfer do tak dużego klubu jak AS Roma. Nie chodzi o to, że nie wierzymy w potencjał Jana Ziółkowskiego i jego szansę na przebicie się do pierwszego zespołu. Przechodzenie do tak renomowanego klubu może być jednak skokiem nieco zbyt dużym – przynajmniej na ten moment. Na pewno nie jest to harmonijny rozwój na wzór Jakuba Kiwiora, który przebijał się najpierw na Słowacji, a później w mniej znaczącym włoskim klubie. Stąd naturalnie pojawiają się pewne wątpliwości. Oczywiście, Jan Ziółkowski może zostać wypożyczony – pytanie, czy takie są plany Romy, która potrzebuje wzmocnień właśnie na jego pozycji. A Jan Ziółkowski jako najwyższy w kadrze obrońca może być postrzegany jako wzmocnienie – i to na już!
W tej chwili w bloku obronnym rzymian znajdują się Evan Ndicka, Gianluca Mancini, Mario Hermoso i Daniele Ghilardi. Sporo nazwisk, co może budzić dodatkowe wątpliwości. I choć część z nich jest wypychana z klubu, wśród środkowych obrońców są postacie absolutnie nie do ruszenia. Mówimy tu o Ndice i Mancinim, których Ziółkowski raczej w najbliższym czasie nie wygryzie. Ostatnio dobrze radził sobie również Hermoso, który ma być w planach Gasperiniego na ten sezon. Jaka zatem może być jego rola?

Na to pytanie odpowiedział Marcin Ostrowski:
– Mancini i Ndicka to obok Svilara największe fundamenty defensywy Romy. Pierwszy z nich jest w radzie drużyny, a ostatnio udzielił wywiadu, w którym przyznał, że zaszczytem byłaby gra w Romie do końca kariery. Najprawdopodobniej będzie środkowym stoperem w trójce, charakterystycznym ustawieniu Gaspa. Ndicka zanotował spory progres i jest nie do ruszenia. Pozostaje więc jedno wolne miejsce. W zeszłym sezonie miał je uzupełnić Mats Hummels, jednak jego transfer okazał się rozczarowaniem. Rundę wiosenną jako półprawy obrońca z konieczności kończył nominalny wahadłowy, Zeki Celik.
– Włoskie media sugerują, że wygranym okresu przygotowawczego może być Mario Hermoso, który w poprzednim sezonie był wypożyczony do Bayeru Leverkusen. O pozycję numer cztery będą rywalizowali Ghilardi z Ziółkowskim – ten pierwszy to utalentowany piłkarz z Hellasu Werona, sprowadzony za 12 milionów euro. Jestem przekonany, że Ziółkowski otrzyma szansę choćby w fazie ligowej Ligi Europy, do której Roma na poważnie podchodzi dopiero od fazy pucharowej, a pierwsze mecze służą właśnie ogrywaniu rezerwowych.
Tak więc Ziółkowski raczej będzie dostawał szanse. Ile? To zależy. Zdaje się pasować do Romy, jednak z miejsca do pierwszego składu na pewno nie wskoczy. Na jego plus działa również fakt, że jest sprowadzany jako świeża krew – żaden z wymienionych wcześniej obrońców nie gra dokładnie w taki sposób, jak robi to Janek Ziółkowski. To, że „Ziółek” przychodzi, może też oznaczać, że nowemu trenerowi się podoba styl, w jakim ten gra – coś nowego. I choć wielu nie poradziło sobie ze specyficznymi warunkami Gasperiniego, obrońcy, którzy zrozumieli system i się w nim utrzymali, doświadczyli niesamowitej lekcji futbolu. Czy to samo czeka Ziółkowskiego? Miejmy taką nadzieje.
Czy Jan Ziółkowski w Romie to w takim razie dobry pomysł?
AS Roma nie jest dziś łatwym środowiskiem do rozwoju. To na pewno nie jest ruch spokojny i bardzo przemyślany – gdyby taki był, Ziółkowski zapewne nie odchodziłby tak szybko i do tak dużego klubu. Ponadto Jan Ziółkowski nie trafia do klubu stabilnego – świetne Napoli Antonio Conte to na pewno nie jest. Aktualnie w Romie panuje dość duże trzęsienie ziemi i nie ma co ukrywać, że na rynku mogły być lepsze wybory pod kątem rozwoju. Z drugiej strony wpis do CV w postaci Romy wygląda bardzo dobrze. Sam Ziółkowski może być zrozumiany – takim klubom się nie odmawia. Emocje w tym przypadku również trzeba zrozumieć, tym bardziej patrząc na to, jak bardzo sama Roma oraz jej nowy trener Gian Piero Gasperini byli zmotywowani, by w szybkim tempie sprowadzić Jana Ziółkowskiego.
Swoją opinią podzielił się Marcin Ostrowski:
– Ziółkowski tym ruchem wypływa na bardzo szerokie wody i trochę boję się, że się na nich „utopi”. Przechodzi do włoskiego giganta i klubu, który jest nienasycony, a ostatnie lata tylko potęgowały złość i smutek. Pod wodzą Jose Mourinho udało się wygrać Ligę Konferencji, ale wciąż czuć niesmak po przegranym finale Ligi Europy z Sevillą, w którym Romę okradziono z rzutu karnego. Wreszcie temat wymarzonej Ligi Mistrzów, w której „Giallorossi” ostatni raz wystąpili aż sześć lat temu. W tym czasie udało się tam dostać Lazio, a nawet Bolonii. Oczekiwania są duże, wiara w nowego trenera też. Atalantę wyniósł przecież na zupełnie inny poziom. Z drugiej strony, znając jego charakter, nie zdziwi mnie rozstanie w okolicach listopada czy grudnia.